Wyznałam już na łamach Gara, że jestem zdeklarowanym pastojadem. Podtrzymuję zdanie :). Oprócz tego mam też ukochany zestaw przypraw, bez których nie potrafię żyć, zaś ich brak w kuchennej szafce przyprawia mnie o zawał. I tak wśród nich jest: mieszanka garam masala, curry, zioła prowansalskie...i cynamon. I właśnie ten ostatni występuje dziś w roli głównej w towarzystwie gruszek i sera mascarpone. Zacne to trio, nie powiem. Na zdjęciu poniżej wklejam dowód mojej miłości w wersji niemal patologicznej, bo jak widać gruszki są "wystarczająco" opruszone tą cenną przyprawą :). Spokojnie, wszystko się pięknie zgrało smakowo.
Jaki jest sekret na pyszną tartę z gruszkami? Pozwól, że Ci go wyjawię.... :)
Na pewno potrzebujesz magicznych składników:
Spód tarty:
- 300 g mąki pszennej
- 170 g masła
- szczypta soli
- 1 jajko
- odrobina wody
- 1/4 szklanki cukru pudru
Nadzienie:
- 1 opakowanie sera mascarpone (250g)
- 5 gruszek
- 3 jajka
- 1/4 szklanki cukru
- przyprawy: cynamon (opcjonalnie jeszcze z kardamonem, jeśli ktoś lubi- tak jak ja ;))
Przygotowanie:
Przesiej mąkę do miski, dodaj cukier puder oraz pokrojone na mniejsze kawałki masło i sól. Rozcieraj zawartość do połączenia się składników. Teraz dodaj jajko i dalej rozcieraj. Jeśli masa nie jest wystarczająco zwarta i nie łączy się, dodaj odrobinę wody. Wyrobione ciasto wstaw do lodówki na 40 min.
Po tym czasie rozwałkuj ciasto i przełóż je do formy na tartę, wysmarowaną wcześniej masłem. Ponakłuwaj spód i boki widelcem, aby tarta za bardzo nie wyrastała. Dodatkowo dobrze jest ją obciążyć przed pieczeniem, tzn. na tartę wyłożoną papierem do pieczenia wrzuć fasolę jaś (lub groch). Tak przygotowane ciasto włóż do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni i piecz przez 15 min.
Po wyjęciu i przestudzeniu spodu, ułóż na nim połówki gruszek (obranych i bez gniazd nasiennych), aby wypełniły całe naczynie. Posyp je cynamonem (i opcjonalnie szczyptą kardamonu).
Do odzielnej miski przełóż ser mascarpone, 3 jajka i cukier. Wymieszaj je mikserem,
Gotową masą zalej tartę z gruszkami i wstaw do piekarnika na ok. 45 min w temperaturze 170 stopni.
Może nie jest to pora na summertime sadness, ale na późno- jesienny owszem. No, czasem ;).
Pani o dość miło-i- marketingowo-brzmiącym nazwisku Del Rey (właściwie pseudonimie, bo na prawdę nazywa się Elisabeth Grant) można kochać albo nienawidzieć, ale na pewno nie można przejść obok niej obojętnie. Dla jednych to dama z fajnym głosem i pomysłem na siebie, dla innych nudna i melancholijna satelita, którą show biznes strawi i wypluje. Być może. Jak dla mnie nawet jeśli ją wypluje, to pozostawi po sobie fajny album :). Lana Del Ray. Ograna, acz cóż z tego.
Lana Del Ray- Summertime Sadness
















